wtorek, 25 października 2016

Przeczucia i sny

...Jej koszmary senne i towarzyszące im horrorystyczne krzyki podczas pełni księżyca, nie raz stawiały na nogi całą rodzinę (!). Nierzadko jej sny zawierały przekazy dotyczące nadchodzących wydarzeń. Czasem były to całe sceny, jakby wycięty kadr z filmu a czasem tylko symbole, które należało rozszyfrować. Nie kierowała się sennikami ale raczej rozważała swoje odczucia jakie pojawiały się podczas snu, analizowała postacie/symbole, które w nim występowały. Na przykład, przed jednym ze swoich pobytów w szpitalu, miała niepokojący sen o tym, że została napadnięta przez mężczyznę w mieście, w którym znajdowała się wiadoma jej klinika i że znikąd nie uzyskała pomocy. Wołała na ratunek, ale nikogo wokół nie było. W niedługim czasie znalazła się w klinice w okolicznościach, podobnych do tych, jakie zobaczyła w swoim śnie: mężczyzna/lekarz niewłaściwie ocenił jej stan chorobowy, przedwcześnie zlecił usunięcie drenu, co wpłynęło na dalsze powikłania, zaordynował nie te leki które należało podać, zaś zrozpaczona i cierpiąca pacjentka z 41-stopniową gorączką nie mogła znikąd uzyskać pomocy. Tu lekarz prowadzący, pełnił funkcję ordynatora („wszechwiedzącego” zresztą), bynajmniej nie należał do osób, które w trudnych sytuacjach zasięgnęłyby porady kogoś z zespołu, czy samego przełożonego (profesora). Przerażona pacjentka pomiędzy jednym a drugim rzutem gorączki usiłowała zebrać myśli i zdecydować co w tej sytuacji może sama począć? Była pewna, że jedyną osobą która mogłaby jej pomóc był jej osobisty lekarz, adiunkt zatrudniony co prawda w tym samym bloku szpitalnym, lecz na innym oddziale. W epoce bezkomórkowej trudno było nawiązać z nim szybki kontakt; nie mogła wstać o własnych siłach, więc była skazana na łóżko i tego oto konowała.

Doktor K. był wyniosły, zarozumiały, złośliwy i co tylko zdecydował, pogarszało jej sytuację. Poprosiła pacjentkę z sali, by przedzwoniła (z korytarzowego aparatu telefonicznego) do jej męża, sama zaś postanowiła nawiązać kontakt ze swoim opiekunem duchowym. Do tej pory, nie uprawiała tego typu praktyk, ale na krótko przed pobytem w szpitalu, miała również inny ciekawy sen, w którym uzyskała odpowiednie wskazówki. Przyśniło jej się, że zobaczyła swego ducha – opiekuna, który przyszedł jej oznajmić, że zmarli krewni i znajomi (również już nieżyjący) stoją pod jej furtką i czekają na nią… Nigdy wcześniej nie zastanawiała się, jak może wyglądać jej opiekun; czy jest postaci męskiej czy żeńskiej, ale teraz zobaczyła starszego mężczyznę z wyglądu przypominającego jej ojca. Był w białym garniturze (jakby lekarskim), miał siwe (prawie białe) włosy. W pierwszym momencie pomyślała, że to jej ojciec ale tato w tym samym momencie, spacerował po ogrodzie (widziała go z okna swojego pokoju)... Ona sama była czymś bardzo zajęta (chyba ręcznym praniem) i nerwowo wówczas odkrzyknęła, że musi coś zrobić, dokończyć i zaraz pójdzie! I... wtedy sen się skończył. Teraz przypomniała sobie o śnie i swoim opiekunie, do którego zdecydowała się zwrócić o pomoc. Lekarz z którym miała się skontaktować, właśnie zakończył swoją zmianę a mąż jeszcze nie zdążył dojechać. Boże, co za nerwówka! Ewa ze wszystkich sił prosiła swego opiekuna, żeby pomógł zatrzymać dłużej w pracy tego, na którego tak bardzo teraz liczyła! To było niesamowite, wręcz szokujące, kiedy dowiedziała się, że mąż dosłownie w drzwiach wejściowych zdążył złapać pana adiunkta! Doktor Jacek spieszył się do swojego gabinetu ale wystarczyło, że o wszystkim się dowiedział. Od tej chwili mogła być spokojna, że on jej pomoże, że z całą pewnością coś wymyśli by ją uratować i wyrwać z rąk konowałów! Tak też się stało; jeszcze tego samego dnia zadzwonił ze swojego gabinetu do lekarza dyżurnego. Nazajutrz usłyszała dobiegającą z korytarza rozmowę dwóch mężczyzn na jej temat. Jej „wybawca” rozmawiał z ordynatorem. Głosy obu lekarzy były wyraźnie podniesione. Po południu została przetransportowana na oddział swego zaufanego lekarza – ordynatora oddziału septycznego, gdzie odzyskała siły i niebawem wróciła do domu.

W pierwszą noc pobytu na oddziale, na który ją przeniesiono, miała kolejny sen, podczas którego krzyczała nieludzkim ponoć głosem, jakby ,,zza grobu" (jak orzekły zaniepokojone pacjentki). Pamięta, jak we śnie zobaczyła przez okno sypialni swoich rodziców, faceta o porażającym spojrzeniu, jakby nie z tego świata. Jego dziwne świetliste oczy wlepiły w nią swój wzrok i poczuła narastającą w sobie energię i siłę. Zjawisko tak bardzo ją przeraziło, że zaczęła krzyczeć; okazało się, że nie tylko krzyczała we śnie ale i w rzeczywistości budząc wszystkie pacjentki! Następnego dnia, gorączka opadła i jej stan zdrowia znacznie się poprawił. Kim był ów tajemniczy mężczyzna ze snu? ...

Na krótko przed śmiercią ciotki męża, miała sen... W tym śnie zobaczyła swojego teścia (nieżyjącego już od blisko 30 lat) ale miała wrażenie, jakby przeżywała powtórkę z przeszłości, jakby wydarzenie miało miejsce wiele lat temu... Teść czekał na nią i jeszcze kogoś w przychodni.Ta druga osoba była w gabinecie lekarza. Nie wiedziała kto to był. Pamięta, jak w szlafroku spacerowała po holu przychodni... Dziesięć dni później zmarła ciotka Ilona, siostra teścia.

W kilka miesięcy po pogrzebie, pojawił się inny sen. Zobaczyła w nocnym mroku, przez szybę swojego okna, syna jadącego na rowerze, zmierzał w stronę ogrodu. Zdawała sobie sprawę, że jest już bardzo późno, więc zdecydowała się otworzyć okno i przypomnieć mu, że rano musi wcześnie wstać i nie może włóczyć się po nocy. Gdy spojrzała na zegar, była 1:30. Złapała za klamkę okna i usiłowała go otworzyć. W tym momencie usłyszała alarm czujnika gazu. Okazało się, że czujnik dzwonił w rzeczywistości, ponieważ stężenie czadu w pokoju było przekroczone. Po chwili spojrzała na zegar, była 2:35. We śnie zegar wskazywał 1:30; czyli według normalnego czasu była 1:30 (!). Najwyraźniej jej organizm poprzez podświadomość podpowiadał jej, że należy otworzyć okno...


Więcej w najnowszej książce autorki :

https://ridero.eu/pl/books/widget/jej_dwa_swiaty/